Po drodze do sklepu, tuż przy sklepie (albo pod sklepem) siedzą powstańcy w różnym wieku – przebrani, niektórzy właśnie się przebierają. Jedni czyszczą broń, inni rozmawiają przez telefon lub piszą coś na laptopach, rozmowy zdecydowanie współczesne. Piją colę, jedzą chipsy, chłopak z Ubera dowozi na motorynce wcześniej zamówione burrito.
Wchodzę do sklepu, wkładam do koszyka drobne zakupy spożywcze, podchodzę do półki z klockami lego, dziś wyjątkowo, ze względu na ekspozycję czasową (temat wojna) obsługiwanej przed jednego z powstańców sprzed sklepu
– Ma pan jakiś mały zestaw – pytam
– Mogą być same figurki, 3 sztuki za 30 zł – odpowiada miły chłopak
– O, super – mówię i sięgam ręką w kierunku półki
– Niech pani tych nie bierze, to sami Niemcy! – mówi na tyle mocno, że błyskawicznie cofam rękę – za chwilę przyniosą powstańców – tłumaczy
Do sklepu wchodzi żołnierz (w mundurze z czasów II wojny światowej) i stawia na ladzie kartonowe pudełko. Biorę właściwy zestaw.
– Kartą, blikiem? – pyta powstaniec
Płacę powstańcowi kartą, wychodzę na ulicę i wracam do gabinetu
