Po raz pierwszy w życiu pojechałam na wycieczkę z moim Ojcem, tylko we dwójkę. On w listopadzie skończy 82 lata, ja właśnie skończyłam 60. Mieliśmy spędzić dwa dni, taki był plan. Z Mamą nigdy nie byłam sama w podróży i już nie będę, zmarła w zeszłym roku.
Tata wybrał Podlasie. Ostatnio oglądał serial o rodzinach z tego regionu i chciał na własne oczy zobaczyć jak tam jest. Dużo w nim w dalszym ciągu ciekawości, pomieszanej z rezygnacją. Ojciec urodził się trzy miesiące po rozpoczęciu wojny i tę wojnę czuć w nim od zawsze.
Zobaczyłam z daleka jak idzie z plecaczkiem przerzuconym przez ramię i czarnych okularach, które chyba kiedyś kupiłam na plaży we Włoszech. W dżinsach i koszuli w kratkę wyglądał młodziej o 10 lat.
– Do tego samochodu nie da się wejść – rzucił na przywitanie.
Zaczęłam żałować, że zdecydowałam się na tę podróż. Ojciec lubi marudzić i krytykować.
Na Podlasiu wszystko go ciekawiło.
– Daj, poniosę – Ojciec wyjął mi z rąk butelkę wody, którą kupiłam w lokalnym Społem i dodał – lubię czytać etykietki, nawet te od cukierków
Potem oglądał każdy obrazek w gospodarstwie, każdą rzecz, która miała w sobie coś, co nawet w minimalny sposób mogło przyciągnąć uwagę. W czasie spaceru znalazł łuskę od naboju, wspaniały kamień otoczak i zachwycił się wysoką kępką zboża, która wyrosła na brzegu lasu. Opowiadał o historii. Jak zwykle mówił, że tak mało wie a przeczytał pewnie wszystkie książki z okolicznych bibliotek.
